„Żaden człowiek nie jest doskonały. Ale ja nie jestem człowiekiem”.
Gdy Abris czekał na schodach lśniącej świątyni, żołądek zawiązał mu się w supeł. Przed drzwiami świątyni wartę pełnił posąg Obrończyni. Zachodzące słońce okalało jego twarz, tworząc świetlistą aureolę nad jego pochyloną w pokłonie głową. Został wykuty w białym kamieniu, który mienił się na złoto. Ogromne skrzydła rozpościerały się nad jego ramionami, a przy piersi trzymał dwa miecze. Wyraz chronionej hełmem twarzy posągu był pusty, surowy, idealniejszy od wszelkich ludzkich wyrazów twarzy. Setki świec pokrywały cokół u jego stóp.