Przewiń, aby rozpocząć
Człowiek, którego miała zabić Fiora, nazywał się Umberto. Wyglądał na niezwykle pewnego siebie. Przyglądała się, jak rozmawia z czterema mężczyznami. Braćmi, sądząc po wyglądzie. Cała piątka była tak pewna siebie i swojej wyższości, że wydawali się być urażeni koniecznością pojawienia się w Sali Ostrzy w celu odpowiedzi na jej wyzwanie.
Światła poranka wpadały przez okna, a w marmurze widać było odbicia tych, którzy przyszli zobaczyć, jak kończy się życie. Tłumnie ustawili się na brzegach sali zarówno członkowie obu rodów, jak i słudzy, gapie i ludzie z niezdrową fascynacją przelewem krwi.
„Moja pani”, powiedział Ammdar, jej drugi starszy brat, podając jej średniej długości rapier, na którego ostrzu wirowało światło. „Czy jesteś tego pewna?”.
„Oczywiście”, odparła Fiora. „Słyszałeś, co Umberto i jego bracia rozpowiadali w dzielnicy handlowej?”
„Nie uszło to moich uszu”, potwierdził Ammdar. „Ale czy jego śmierć naprawdę jest konieczna?”
„Jeśli odpuszczę jednemu, to nikt nie przestanie już mamleć ozorem”, powiedziała Fiora.
Ammdar skinął głową i się odsunął. „A więc rób, co musisz”.
Fiora wyszła naprzód, podwinęła rękawy i dwukrotnie machnęła rapierem w powietrzu – był to znak, że pojedynek zaraz się rozpocznie. Umberto spojrzał na kobietę, gdy jeden z jego braci znacząco szturchnął go w żebra. Fiorę naszła złość, gdy zauważyła jego bezczelne spojrzenie podziwiające jej sylwetkę, które na zbyt długo zatrzymało się poniżej jej szyi. Mężczyzna dobył własnej broni – długiej i pięknie zakrzywionej demaciańskiej szabli kawaleryjskiej ze złotymi zdobieniami i szafirem w głowicy na rękojeści. Pozerska broń, zupełnie nie przeznaczona do tego typu pojedynku.
Umberto stanął na swoim miejscu i powtórzył ruchy mieczem wcześniej wykonane przez nią. Pokłonił się jej i mrugnął okiem. Fiora poczuła, jak jej szczęka się zaciska, ale powstrzymała wściekłość. W pojedynku nie ma miejsca na emocje. Emocje obniżały zdolność w posługiwaniu się bronią i znano historii wiele przypadków, w których doprowadziły do śmierci wielu słynnych szermierzy z rąk słabszych przeciwników.
Krążyli wokół siebie, wykonując określone przepisami ruchy stóp i ostrzy, jak taneczni partnerzy przy pierwszych nutach walca. Gesty te miały zagwarantować, że oboje uczestnicy pojedynku wiedzą o doniosłości tego, co wkrótce zajdzie.
Rytuały pojedynkowe były ważne. Podobnie jak Przemyślany Krok, zaprojektowano je tak, aby umożliwić cywilizowanym ludziom zachowanie pozorów szlachetności zabijania. Fiora wiedziała, że były to dobre prawa, sprawiedliwe prawa, ale w niczym nie zmieniały faktu, że właśnie miała zabić stojącego przed nią człowieka. I ponieważ wierzyła w te prawa, musiała złożyć swoją ofertę.
„Panie, jestem Fiora z rodu Laurent”, powiedziała.
„Zachowaj to dla kamieniarza, który będzie robił twój nagrobek”, odparł Umberto.
Zignorowała jego infantylną próbę zdenerwowania jej i powiedziała: „Doszły mnie słuchy, że oczerniałeś dobre imię rodu Laurent w nieprawy i haniebny sposób, poprzez rozpowiadanie kłamstw na temat prawowitości mojego rodu. Z tego powodu mam prawo wyzwać cię na pojedynek i przywrócić jego honor, przelewając twoją krew”.
„Wiem to”, odparł Umberto, grając przed tłumem. „Dlatego tu jestem, prawda?”.
„Przybyłeś na śmierć”, powiedziała Fiora. „Chyba że nie staniesz do walki, dając mi satysfakcję w inny sposób”.
„A jak mógłbym dać Pani satysfakcję?”, zapytał Umberto.
„Biorąc pod uwagę naturę twojego wykroczenia, pozwól odciąć swoje prawe ucho”.
„Co? Czyś ty zwariowała, kobieto?”.
„Albo to, albo śmierć”, powiedziała Fiora konwersacyjnym tonem. „Dobrze wiesz, jak zakończy się ten pojedynek. Nie ma nic haniebnego w poddaniu się”.
„Oczywiście, że jest”, powiedział Umberto, a Fiora zauważyła, że wciąż sądzi, że może wygrać. Nie doceniał jej, jak wszyscy inni.
„Wszyscy tu zebrani wiedzą o moich umiejętnościach w walce, więc żyj i noś swą ranę jako odznakę honoru. Albo wybierz śmierć i stań się pożywką dla kruków”.
Fiora uniosła ostrze. „Wybieraj teraz”.
Jego gniew na coś, co uznał za jej arogancję, przyćmił strach i wyszedł naprzód, a ostrze jego miecza śmignęło ku jej sercu. Fiora odczytała atak, zanim został wykonany, i zrobiła ćwierćobrót w lewo, pozwalając, aby zakrzywione ostrze przecięło powietrze. Jej własne ostrze śmignęło w górę, a następnie w dół precyzyjnym, skośnym łukiem. Tłum westchnął na widok krwi uderzającej o podłogę i nagłego zakończenia pojedynku.
Fiora odwróciła się, gdy miecz Umberto uderzył o podłogę. Upadł na kolana, a następnie osunął się na pośladki, przyciskając ręce do rozciętego gardła, z którego obficie tryskała krew.
Fiora pokłoniła mu się, ale śmierć zdążyła zaszklić jego niewidzące już oczy. Fiora nie odczuwała żadnej przyjemności z zabijania w ten sposób, ale głupiec nie dał jej wyboru. Bracia Umberto podeszli, aby zabrać ciało, i odczuła ich szok związany ze śmiercią brata.
„Ilu to już?”, zapytał Ammdar, podchodząc, aby wziąć od niej miecz. „Piętnastu? Dwudziestu?”
„Trzydziestu”, odparła Fiora. „Albo i więcej. Wszyscy wyglądają już dla mnie podobnie”.
„Będzie ich więcej”, zapewnił ją brat.
„Niech tak będzie”, rzekła Fiora. „Każda śmierć przywraca honor naszej rodziny. Każdy zabity przybliża odkupienie”.
„Odkupienie dla kogo?”, zapytał Ammdar.
Fiora nie odpowiedziała.